Perkara

perkara

 

W ubiegłym tygodniu ujrzałem JĄ nagle w teatrze, panią van H., która przed dwudziestu laty była „przyjaciółką” mojego ojca. Choć naturalnie przybyło jej lat, to właściwie wydała mi się zupełnie niezmieniona. To znaczy, ogólne wrażenie pozostało takie samo: chuda, o długiej, dumnej szyi, dużych, ciemnych, rozmarzonych, ale bynajmniej nie naiwnych oczach. Nadal nosiła tamte kolczyki, na które już wtedy patrzyłem ze zdumieniem, nie mogąc pojąć, że kobieta dla własnej przyjemności zaczepia sobie w cienkim płatku ucha takie ciężary. Zapewne właśnie to ciągłe dyndanie przy policzkach czegoś zielonego i połyskującego poruszyło mnie najbardziej przy ponownym spotkaniu, tak jak niegdyś. Nagle znowu znalazłem się na Gunung Hidjau, na łacące, która opadała przed pawilonem. (…)

Simon, Dorée i ja najczęściej leżeliśmy nieopodal na macie, praktycznie jeszcze w cieniu ogrodowego parasola, który miał osłaniać jej głowę oraz plecy. Kiedy się poruszała, zielone krążki kołysały się miarowo na długich łańcuszkach. Na stoliku po jej prawej stronie, obok gazet, stały termos z sokiem owocowym oraz gramofon. W kółko puszczała płytę Tino Rossiego. Dis moi le secret de tes caresses, la raison de ma faiblesse aupres de toi. Już wówczas nie znosiłem tego śpiewaka o landrynkowym głosie, który wykonywał ckliwe piosenki. Dawny wstręt odżył w teatrze, gdy pozdrowiałem ją z daleka; siedziałem na parterze, ona zaś w loży. Kiedy mnie rozpoznała, jej twarz zastygła w zdumieniu, a może to był strach?  Postanowiłem ją zagadnąć, zapytać o to, co od tak dawna chciałem wiedzieć: Czy myśli pani jeszcze czasami o moim ojcu, jak właściwie było wtedy między wami? Bo już jako chłopak zrozumiałem, że sypia z nim (Simon powiedział mi o wszystkim, poza tym, pewnego razu, siedząc na parapecie sypialni, stałem się mimowolnym świadkiem nocnej sceny między rodzicami), lecz faktów naprawdę istotnych, kulisów, odpowiedzi na pytanie: jak i dlaczego – nie znałem. Tam, na Gunung Hidjau, Tino Rossi rzewnie śpiewał „Marinellę”, a ona z zamkniętymi oczyma leżała odchylona do tyłu, wtórując mu cichutko. W dole, na skraju łąki, płynęła kali [1]. Woda połyskiwała między kamieniami. Góry miały kolor niebieski i fioletowy. Kiedy przechyliło się głowę, w górskich grzbietach i szczytach można było dostrzec profil mężczyzny z rozdziawionymi ustami. Jezu, jak strasznie krzyczał mój ojciec w ostatnich godzinach życia…

– Nie chcę umierać, ja nie chcę umierać!


[1] kali (malaj.)  – rzeka

Perkara.pdf

 

 

Hella S. Haasse – wybitna powieściopisarka holenderska. Dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w Holenderskich Indiach Wschodnich obecnie – Indonezja. Pierwsza powieść Helli Haasse, „Oeroeg” („Urug”, wyd. polskie Noir sur Blanc, 1997) ukazała się w roku 1948 anonimowo, jako upominek rozdawany w trakcie Tygodnia Książki. Od tego czasu pisarka opublikowała kilkadziesiąt książek, głównie powieści historycznych. W Polsce ukazały się: „Niebezpieczny związek albo listy z Daal en Berg” (Noir sur Blanc, 2002; przekł. A. Dehue-Oczko), „Drogi wyobraźni” (Noir sur Blanc, 2004; przekł. Z. Klimaszewska (przy współpracy  S. Waleckiej), „Panowie herbaty” (Noir sur Blanc, 2010; przekł. A. Oczko), „Skrzynia wspomnień” (Noir sur Blanc, 2011; przekł. A. Oczko). W czerwcu 2007 roku imieniem i nazwiskiem pisarki nazwano planetoidę 10250.

Wyślij komentarz

Translate »