Cliff ’Em All! czyli o tzw. przypadku

Zamieszczony przez dnia Lut 10, 2012 | 0 komentarzy

Cliff ’Em All! czyli o tzw. przypadku

Taki tytuł nosi dokument nakręcony w hołdzie dla tragicznie zmarłego członka zespołu Metallica. Cliff Burton był w grupie zaledwie przez trzy i pół roku, ale zdążył nagrać z kolegami jedną z najlepszych płyt w historii muzyki rockowej.

„Master of Puppets”, bo o niej mowa, okazała się przełomowa w karierze zespołu i wyniosła go na szczyty popularności. Muzycy ruszyli w trasę po Europie. 26 września 1986 roku Metallica dała koncert w Sztokholmie, nazajutrz miała zagrać w Kopenhadze.

Chłopcy narzekali na dyskomfortowe łóżka piętrowe w autobusie. Burton i Hammett postanowili wyciągnąć karty, aby los zdecydował o podziale miejsc do spania. Cliff wyciągnął asa pik i W Y G R A Ł! Wziął miejsce Kirka.

W pewnej chwili kierowca stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z drogi, a kiedy próbował na nią wrócić, autobus wpadł w poślizg. Mężczyzna nie zdołał nad nim zapanować, ostatecznie autokar zsunął się na pobocze (wg. niektórych źródeł przekoziołkował) i wywrócił na bok. Cliff wyleciał przez okno i został przygnieciony przez pojazd. Zginął na miejscu. Był jedyną ofiarą tego tragicznego zdarzenia. Kierowca autobusu zeznał potem, że wypadek spowodowała gołoledź. James Hetfield stwierdził jednak, że nie stwierdzono oblodzenia. Raport policyjny również o tym nie wspomina.

Jak na natywnego Wodnika przystało, Cliff zawsze chodził swoimi ścieżkami, jeśli nie chciał, nie podążał za tłumem; był pomysłowy, oryginalny, aczkolwiek niezbyt ekscentryczny, popularny wśród przyjaciół, życzliwy.

Burton wręcz ubóstwiał Bacha, a jak mawia Jack Burce, jeden z najwybitniejszych basistów wszechczasów: „Bach to król basu”. Gra Cliffa charakteryzowała się klasyczną symetrią, zaczerpniętą m.in. od Jana Sebastiana. Pociągało go tworzenie nowych brzmień, łączył wiele stylów takich jak standardy jazzowe, rock progresywny czy psychodelię. Na pewno wywarł ogromny, jeśli nie decydujący wpływ na muzykę Metalliki. Obecnie uchodzi za prekursora nowego podejścia do gry na gitarze basowej w trash metalu. I chociaż minęło już tyle lat od jego śmierci, nadal pozostaje idolem, a wiele osób wciąż zadaje sobie pytanie: co by było gdyby…

W radixie widać przede wszystkim duże napięcie między Wodnikiem, który zajmuje tutaj przeciwległy dom do swojego klasycznego posadowienia, a pozostałymi znakami stałymi. Wodnik w domu piątym i jego władca w znaku Lwa, w domu jedenastym ogólnie wskazują na niekonwencjonalną autoekspresję, twórczość o charakterze niematerialnym (Saturn w koniunkcji z Marsem = heavy metal), potrzebę wolności, nowatorstwo, prekursorstwo, niebanalne i rozrywkowe życie, indywidualizm, a zarazem doświadczenia grupowe oraz nietuzinkowych przyjaciół.

Dramatyczności (która – nomen omen – również jest typowa dla domu piątego oraz znaku Lwa) nadaje temu układowi fakt, że władający potężnym satelicjum Uran atakuje je z naprzeciwka, a zarazem uczestniczy we wspomnianym wielkim krzyżu w znakach stałych.

Właśnie kiedy Saturn, ziemski władca Wodnika, utworzył dyrekcyjną opozycję do Uranusa, życie Burtona nagle (!) dobiegło końca. Progresywny Saturn doszedł koniunkcją do Marsa, a Jowisz z Marsem do Wenus, władczyni domu ósmego radix. Pamiętajmy jeszcze, że karty (hazard), które odegrały w tym incydencie niepoślednią rolę, astrologicznie są także związane z domem piątym. Ot, taki szczegół…

Bez wątpienia największym osiągnięciem Cliffa jest utwór „ORION”, który zagrano również na ceremonii pogrzebowej. Co ciekawe, Słońce w horoskopie Burtona znajduje się w trygonie do Mintaki, jednej z gwiazd tworzących ten gwiazdozbiór. Przypadek? Wątpię, aby o tym wiedział…

źródła: interia, wikipedia.

 

© 2011 AstroTranslatio. All rights reserved.

Wyślij komentarz

Translate »